FANGOR O SOBIE (fragmenty)

Matka moja, Wanda z Chachlowskich, pochodziła z Krakowa. Skończyła Konserwatorium Muzyczne jako pianistka w klasie prof. Lalewicza.
Miała zamiłowania artystyczne. Pisała poezję, lubiła malarstwo, antyki, była marzycielką, hazardzistką, kierowała się intuicją.
Ojciec był jej przeciwieństwem, lubił dyscyplinę wojskową, zdrowy rozsądek, działania praktyczne i cenił silną wolę. Pochodził ze Lwowa,
gdzie ukończył studia w zakresie inżynierii wodnej na Politechnice. Po pierwszej wojnie światowej przeniósł się wraz z rodziną do Warszawy.
Tam, przy ulicy Nowowiejskiej, urodziłem się 15 listopada 1922 r. Mieszkanie było dosyć ciemne. Pokój jadalny miał w jednym rogu okno
wychodzące na podwórze. Przez to okno w pewnej porze roku, o pewnej godzinie wpadał promień słońca. Ojciec wtedy gromadził mnie
i moje dwie siostry i przy pomocy lusterka kierował światło słoneczne na ściany pokoju, co wydawało mi się wielką sztuką czarnej magii.
Wieczorem podchodził do metalowych łóżek, w których sypialiśmy i uderzając w nie wywoływał dźwięki przypominające grzmoty
nadchodzącej burzy. Te i inne doświadczenia utrwaliły we mnie przekonanie o jego wszechpotędze. W pogodne dni wyprowadzano mnie
na spacer do Łazienek. Te długie spacery do pięknego parku łączyły się z przerażającym uczuciem strachu. W bramie naszego domu,
po obu stronach wejścia stały odlane z żelaza pachołki - czarne, długobrode karły mojego wzrostu. Ile razy wchodziłem lub wychodziłem
z domu musiałem przejść obok nich. W Parku Łazienkowskim były olbrzymie kamienne statuy, które budziły we mnie lęk. Robiły wrażenie
żywych, ale równocześnie były zimne i martwe. Wyglądały jak ludzie, ale ludźmi nie były. To wzbudzało moją ciekawość i grozę.
Odkąd pamiętam malowanie było mi bardzo potrzebne. Było decydującą metodą poznawania świata i oczyszczania go z demonów i lęków.
( ... )
flexible

Pod koniec lat dwudziestych rodzice kupili willę na Mokotowie i dom na wsi
w Klarysewie. Do Klarysewa, który wtedy był odległą o 15 km od miasta
osadą z wieśniakami, łanami zboża i strzechą krytymi chałupami,
jechało się z Placu Unii koleją wąskotorową półtorej godziny.
Spędzałem tam wakacje letnie i zimowe.
( ... )

1939 roku nastał okres terroru okupacji. Ukończyłem ostatnią klasę
gimnazjum na tajnych kursach nauczania i w roku 1940 zdałem maturę.
Wszelkie nauczanie poza szkołą podstawową było wówczas
zabronione i stawało się przestępstwem politycznym.
W programie okupantów było wyniszczenie istniejącej inteligencji
i nie dopuszczenie do powstania nowej. Po maturze studiowałem
prywatnie malarstwo u Tadeusza Pruszkowskiego.
( ... )
flexible
Pod koniec lat czterdziestych zbladły moje muzealne tęsknoty estetyczne.
Poczułem, że w sztuce nie można starać się dorównywać nikomu,
że trzeba się poddać swoim możliwościom, swojemu czasowi,
swoim doświadczeniom i odczuciom. Żyje się dziś, teraz i istotne są
impulsy, które wynikają z bieżących doświadczeń, z życia, a tęsknota
za dawnymi dobrymi czasami to sentymentalna bezpłodna słabość.
Byłem gotowy do zrozumienia stwierdzenia Van Gogha z listu do brata:
„ c’est dans la bruyère qu’on trouve la vérité“ (to we wrzosowisku
znajduje się prawda). Zainteresował mnie egzystencjalizm i marksizm.
W 1947 otworzyłem oczy na otaczający mnie świat.
Chciałem otrząsnąć z siebie przesady, snobizmy, nawyki i uprzedzenia.
Poczułem, że wpływom zewnętrznym nie należy ulegać, ale z nich
korzystać. Należy natomiast ulegać sobie, ale z siebie nie korzystać.
Jest to różnica między czynną a bierną postawą wobec nawału
informacji kulturowych i bodźców naturalnych. Te pierwsze należy
kontrolować i przepuszczać przez sito rozumowania, te drugie,
bodźce naturalne, własną osobowość, intuicję, odczucia należy
wchłaniać i absorbować w sposób fenomenalny, pomijając rozum
czy świadomą manipulację.
( ... )
Malarstwo moje było i jest oparte na doznaniach zmysłowych, na iluzjach, na ciekawości. Reaguję na różne bodźce, lubię patrzeć z różnych
punktów widzenia. Rozmaita tematyka stawia różne konieczności działania. Nie umiem rezygnować z podniet, nie mogę ich kontrolować.
Stąd różnorodność stylistyczna i tematyczna. Fascynuje mnie zmienność dzisiejszego czasu. Płyniemy w czasie ruchem nie jednostajnym,
ale przyspieszonym. Charakter tego ruchu ujawnia zmiany rytmem o wiele bardziej częstotliwym niż było to kiedykolwiek w przeszłości.
Słyszę gwizd zbliżającego się pociągu o niepokojącym efekcie Dopplera. Mam uczucie rozkojarzenia.
( ... )
1949, nastąpiły w moim życiu dwie ważne zmiany. Jedna to rezygnacja z koncentrowania się wyłącznie na własnej indywidualnej
twórczości i włączenia się do propagandy socjalizmu. Drugim wydarzeniem było aresztowanie mojego ojca za to, że starał się odbudować
swoją kiedyś znakomitą pozycję w handlu metalami nieżelaznymi. W moim życiu był to wyjątkowy zryw, aby działać społecznie dla
wspólnej sprawy. Z natury jestem samotnikiem, samolubem i egocentrykiem. Równocześnie terror rewolucji skazał ojca na śmierć,
w ostatniej chwili zamieniono wyrok na dożywotnie więzienie. Po namalowaniu kilku obrazów w stylu XIX-wiecznego realizmu
zarzuciłem malarstwo i zacząłem uprawiać plakat i grafikę propagandową. W końcu te dwa sprzeczne wydarzenia wyszły mnie
i ojcu na dobre. Po paru latach moja naiwna wiara we wrodzoną dobroć natury ludzkiej i idealistyczne przekonanie, że można na siłę
uszczęśliwiać świat jakoś się rozwiały. Ojca natomiast po ośmiu latach zabiegów i próśb po ciuchu zwolniono. Od tamtych czasów
stronię od idealizmów, eksperymentów socjalnych i eksperymentów zbawiania ludzkości.
( ... )
Na początku lat pięćdziesiątych przeniosłem się do Warszawy. Otrzymałem stanowisko docenta i pracownię malarstwa na Wydziale
Grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Projektowałem plakaty i robiłem rysunki do prasy. Zacząłem też współpracować
z architektami przy projektowaniu i brałem wraz z zespołami udział w konkursach architektonicznych. Poznałem w tym czasie Jerzego
Sołtana, Oskara Hansena, Stanisława Zamecznika i innych.
( ... )
Zjawiska te dają znakomite możliwości do manipulowania przestrzenią, a więc do tworzenia dzieł, które nazywają się dziś environments,
a które w 1958 roku nazwaliśmy z Zamecznikiem - malarstwem przestrzennym. Obrazy oparte na pozytywnej przestrzeni iluzyjnej muszą
być niedokontrastowane. Muszą być wręcz głodne kontrastów. Wtedy kradną je z otoczenia i spełniają się razem z otoczeniem jako sztuka
przestrzenna lub environment. W dwa lata po pierwszej wystawie przestrzennej w 1958 roku w Salonie Nowej Kultury w Warszawie
sformułowaliśmy z Zamecznikiem wstępne podstawy teoretyczne tej imprezy oraz wykonanej wspólnie wystawy przestrzennej w Stedelijk
Museum w Amsterdamie w 1959 roku. Późniejsze moje prace umożliwiły mi dalsze zrozumienie zjawiska.
( ... )
flexible

W lecie 1961 roku wyjechałem do Wiednia, gdzie mieszkała moja
siostra. Wyjazd na Zachód był wtedy połączony z trudnościami.
Trudności biurokratyczne, a przede wszystkim ekonomiczne,
stwarzały bariery między krajem a zagranicą.
Chęć przekroczenia tej bariery była wprost proporcjonalna
do trudności jakie powodowała. Wyjeżdżając miałem ochotę
na dłuższy pobyt. Chciałem poznać sztukę na Zachodzie,
skonfrontować swoje idee przestrzenne z tym, co robiono
w centrach europejskich i amerykańskich. Bardzo pomocna
w realizacji tych moich zamierzeń była osoba, którą poznałem
dwa lata wcześniej w Warszawie. Pewnego letniego przedpołudnia
w pracowni przy ulicy Pankiewicza obudził mnie telefon.
Odezwała się kobieta, mówiąca po angielsku.
( ... )
[ Na podstawie oryginalnego maszynopisu Wojciecha Fangora napisanego w Santa Fe, w 1989 r. do katalogu wystawy „Wojciech Fangor - 50 lat Malarstwa“ w Zachęcie (1990). Całość tekstu, po korekcie autorskiej (2013) i bez zmian naniesionych przez redaktorki Zachęty, będzie umieszczona w przygotowywanym do druku albumie FANGORIE ]
flexible

Nowy Meksyk, piękne zabytki hiszpańsko-indiańskie. Wspaniały klimat.
300 słonecznych dni w roku, 1 500 000 ludzi w kraju wielkości Polski.
Ale, no właśnie, ale współczesna kultura turystyczna jałowa.
Po 10 latach malowania głównie dla siebie, w Polsce wybuchła
demokracja, zaczęto sobie przypominać, że był i gdzieś jest Fangor.
Więc się przesiedliłem do Polski. Chciałem odbudować
jakiś zabytkowy pałac, zrobić muzeum swojej sztuki.
Ale nic z tego nie wyszło, bo nie znałem mechanizmów
załatwiania spraw w Europie wschodniej.
Ale zainteresowali się mną kolekcjonerzy sztuki, inwestorzy,
marszandzi i moje obrazy nabrały wartości towarowej.
Specjalnie te malowane między 1958 - 1973 rokiem.
Miałem i mam dużo wystaw głównie retrospektywy i dzięki
ożywionemu rynkowi, aukcjom i mediom stałem się 90 letnim celebrytą.
[ Na podstawie rękopisu Fangora sporządzonego w Błędowie 2 lutego 2013 r,
będącego spełnieniem mojej prośby o uzupełnienie życiorysu. To jest całe uzupełnienie, obejmujące prawie ćwierćwiecze ]