FANGORIADA rozpoczęła się przed południem MISTRZOWSKIM SZLIFEM, czyli spotkaniem Wojciecha Fangora ze studentami ASP
w Warszawie z Wydz. Malarstwa Pracowni prof. Wojciecha Cieśniewskiego i asystenta Pawła Nocunia. Studenci przybyli w składzie:
Paulina Bielawska, Jan Cieślak, Marta Gałecka, Emilia Grzebyk, Marta Kawecka, Angelika Kordowska, Marcin Kozłowski,
Anita Kucharczyk, Patrycja Kurus, Aleksandra Stachowicz, Wojciech Strzeszewski, Marta Twardowska i Anna Wiącek
. Młodzi malarze
przywieźli po kilka swoich płócien do oceny Mistrza. Większość z nich za 2 miesiące będzie kończyć akademię i bronić pracy dyplomowej.
Więc to był rzeczywiście „mistrzowski szlif” i to w wykonaniu największego współczesnego Mistrza. Ci młodzi artyści, jako te diamenty,
zostali odsiani przez sito egzaminacyjne Akademii Sztuk Pięknych. Przez 4 lata szlifowali ich profesorowie ASP. A teraz, jednym słowem,
gestem, spojrzeniem - ostatni, mistrzowski szlif nadał im największy polski malarz XX i XXI wieku – Wojciech Fangor.
Zabiegi i przygotowania do tego spotkania trwały około roku. Zaczęło się od mojego siostrzeńca Marcina Kozłowskiego, studenta Wydziału
Malarstwa ASP w Warszawie, który bardzo chciał pokazać swoje obrazy Wojciechowi Fangorowi. Gdy Marcin przyjechał do nas na wakacje,
udało się załatwić mu spotkanie z Wojciechem Fangorem. Było to 14 lipca 2012. Młody student był pod ogromnym wrażeniem.
Gdy pochwalił się kolegom, ci też bardzo chcieli przyjechać do Fangora. No i nie było wyjścia. 10 marca tego roku, by prosić o spotkanie
i omówić szczegóły, przyjechał specjalnie prof. Wojciech Cieśniewski z Wydziału Malarstwa ASP w Warszawie. Wojciech Fangor się zgodził.

Studenci przybyli z samego rana i przygotowali salę oraz ekspozycję. Gdy już wszystko było gotowe, do młyna został wysłany samochód.
W końcu jest, rozlegają się oklaski, pochylona sylwetka przemieszcza się dostojnie i zapada w czerwony fotel. Mistrz wita się z profesorem
Wojciechem Cieśniewskim i pozdrawia studentów. Tytułem wstępu przytacza anegdotyczną opowieść o Akademii Légera. Fernand Léger
(francuski malarz związany z kubizmem 1881-1955) chcąc zarobić na koszty i życie, założył kiedyś w Paryżu własną akademię. Cała Léger
Academy to był mały pokój gdzie po środku stał fotel, na którym siedział malarz. Przed nim stały puste sztalugi. Studenci przychodzili raz
na tydzień i stawiali na sztalugach swoje obrazy do oceny przed mistrzem. Léger przyglądał się chwilę, po czym mówił:
„Illustrative”
i wynocha, czyli ilustracja – do niczego, albo mówił:
„Ca va”, czyli „w porządku”. To była cała akademia. Kosztowała całkiem niezłe
pieniądze. I chętnych nie brakowało.
Studenci podobnie stawiali swoje obrazy na sztalugach przed Mistrzem. Z tym, że Wojciech Fangor nie ograniczał się do jednego słowa.
Profesor Cieśniewski przedstawiał każdego studenta, który na czas prezentacji dostępował zaszczytu zajęcia miejsca na krześle, obok fotelu
Mistrza. Fangor podawał każdemu rękę. Zrazu zapadała cisza, Mistrz przyglądał się obrazom, student zapadał się w krzesło i czekał.
Mistrz czasem zaczynał mówić od razu, a czasem najpierw o coś dopytywał. W końcu padały te słowa, na które młody malarz czekał cały
czas i po które tu przyjechał – następowała krótka recenzja, ocena, podsumowanie – mistrzowski szlif.
Na koniec Fangor mówił:
„Zasługuje Pani/Pan na obwarzanek. Proszę się poczęstować” . Cały czas miał bowiem w dłoniach wianuszek
obwarzanków, nanizanych na sznurek. Tego dnia w dzień św. Józefa był odpust w miejscowym kościele. Przejeżdżając pomiędzy
straganami, Mistrz poprosił kierowcę, żeby kupił mu obwarzanki, wpadł bowiem na pomysł częstowania nimi studentów. Zrobiła się z tego
bardzo sympatyczna i symboliczna sprawa. Student czekał na tę końcowa chwilę, gdy Mistrz poczęstuje go obwarzankiem. W tym geście
odłamywania ciastka po „mistrzowskim szlifie” można było dopatrzeć się symbolu zerwania się z papierowego sznurka uczelni, oderwanie
się od dotychczasowego wianuszka innych studentów i pójścia własną artystyczną drogą, ze słowami Mistrza stanowiącymi rodzaj posagu.
Nawet z tak banalnej sprawy Wojciech Fangor uczynił rzecz symboliczną. Na tym chyba polega geniusz, że przerabia rzeczy zwykłe
w niezwykłe. Słowa końcowe do studentów były proste, krótkie i treściwe. Rzeczywiście końcowy „mistrzowski szlif”, wydobywający urodę
wewnętrznego światła z tego opuszczającego uczelnianą pracownię, studenckiego brylantu. I co najważniejsze, te końcowe słowa nie były
banalne, nie powtarzały się, stanowiły rzeczywiście indywidulaną ocenę skierowaną do każdego młodego artysty. Każdy brylant otrzymał
swój indywidualny mistrzowski szlif.

FANGORIADA_MszFANGORIADA_420WrocPremieraZ

linia
Na grupowym, pamiątkowym zdjęciu powyżej od lewej: Filip Kozłowski, Janusz Grejko, Zuzanna Kofta, Mikołaj Chylak, Marta Twardowska,
Patrycja Kurus, Angelika Kordowska, Marta Gałecka, Anita Kucharczyk, Bogdan Sarwiński, Grażyna Sarwińska, prof. Wojciech Cieśniewski,
as. Paweł Nocuń, Aleksandra Stachowicz, Marcin Kozłowski
i poniżej: Jan Cieślak, Paulina Bielawska, Wojciech Strzeszewski, Marta Kawecka.
Autorzy zdjęć: Filip Kozłowski, Bogdan Sarwiński
linia

Na koniec Wojciech Fangor posumował spotkanie, uznając je za bardzo udane. Jak sam przyznał, nie spodziewał się tak dobrych i dojrzałych
prac. Wywiązała się jeszcze krótka dyskusja o sztuce i nauczaniu sztuki pomiędzy profesorami: Wojciechem Fangorem i Wojciechem
Cieśniewskim. Studenci wręczyli Mistrzowi ostatnią publikację wydaną przez uczelnię „100 % Malarstwa” z podziękowaniem i własnymi
podpisami. To spotkanie wszyscy uczestnicy z pewnością zapamiętają na całe życie. Co stanie się z ich talentem i jak oprawią swój brylant
okaże się za kilkadziesiąt lat ? Czy pozostanie po nich popiół, czy diament ?